Kategorie: Wszystkie | 1+1 | Praca | Sama ja | Student's life
RSS
środa, 24 kwietnia 2013

Mój dzisiejszy poranek wygląda mniej więcej tak:

 

Czarna jak smoła

 

Powiem więcej, załatwiłam już wszystkie najpilniejsze sprawy radiowe :) Jakoś tak przed śniadaniem pracuje mi się najlepiej, może dlatego że spieszę się, żeby pójść coś zjeść ;p

Bartek wyszedł wcześnie rano na uczelnię, więc widziałam go tylko przez sen. Wczoraj ugotowałam zupę warzywną z kuleczkami ryżowo serowymi i muszę przyznać, że wyszła tak, jak myślałam. Skończyła gotować po 22, tuż przed przyjściem Bartka.

A ja dziś na 15:30 do pracy. Do 22:30. I średnio mi się to uśmiecha, ale pozostaje mi tylko się cieszyć, że jest praca, będą więc pieniądze. Marne, bo marne, ale zawsze coś :)

wtorek, 23 kwietnia 2013

Zabieganie level: malowanie paznokci w tramwaju.

 

Jesteśmy oboje tak zabiegani, że ledwo pamiętamy swoje twarze.

No dobra, może przesadzam. Nie jest tak źle.

Wprawdzie dla nas są tylko krótkie wieczory i czasem poranki, ale nie jest źle.

Uczelnia, licencjat, rodzina, dom, radio, praca. 

Bartek za to uczelnia, praca, dom, rodzina, praktyki w szkole.

I gdzieś tam czasem pomiędzy tym wszystkim udaje nam się znaleźć trochę czasu dla siebie.

Krótkie chwile na rozmowę, miłość i kłótnie.

Ale nie jest jeszcze źle, jeszcze jest dobrze. Albo może już jest dobrze? Bo na początku tego maratonu było mi bardzo źle, często wściekałam się na Bartka, że nie mamy czasu dla siebie. A teraz już trochę przywykłam. Nie wiem czy mam się cieszyć z tego, że już się o to nie złoszczę, czy martwić o to, że przyzwyczaiłam się do jego braku. A może najlepiej się nad tym nie zastanawiać i po prostu żyć. Nie myśleć. Trochę już dorosłam i zaczynam mieć raczej problemy z pieniędzmi, pracą, mieszkaniem, zamiast tych sercowych. Czasem za nimi tęsknię i wtedy włączam sobie happysad i gapię się w okno tramwaju z tęskno-smutnym wyrazem twarzy.

 

A tak btw: skończę licencjat w terminie, czy nie zdążę? Oto jest pytanie!

Tagi: zw
09:58, rebeliar , 1+1
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 lutego 2013

Jego dłonie to jedna z najpiękniejszych części ciała.

I nie mówię tu tylko o dłoniach mojego ukochanego konkretnie, które są absolutnie cudowne i piękne.

Na dłonie zwracam ogromną uwagę. Potrafią wiele o mężczyźnie powiedzieć.

Najbardziej lubię takie prawdziwie męskie dłonie, duże, ale z długimi palcami, nie grubymi, ale też niezbyt szczupłymi. I paznokcie. Najlepiej o podłużnym kształcie, duże, krótko obcięte. ZAWSZE CZYSTE. Wystarczy spojrzeć na nie i już możemy sporo się dowiedzieć o mężczyźnie.

Dziwię się kobietom, które potrafią być z mężczyzną o brzydkich dłoniach. Nie chciałabym być dotykana dłońmi, które mi się nie podobają lub, co gorsza, wywołują obrzydzenie. Sam ich widok jest nieprzyjemny. I nie mam tu na myśli ich kształtu, wielkości, długości palców. Po prostu trzeba wreszcie uwierzyć, że pielęgnacja i dbanie o siebie naprawdę nie jest trudne i na pewno nie jest też niemęskie.

Dłonie powinny być zawsze czyste, paznokcie nieskazitelne. To jest warunek bezwzględny. I nie ma tłumaczeń, że pracuję fizycznie. Ślady fizycznej pracy, spracowane dłonie są w porządku, nie da się zawsze zabezpieczyć przed drobnymi skaleczeniami, otarciami, odciskami. Spoko. To może być nawet pociągające. Ale nie wmawiajcie mi, że jak jesteście mechanikami, górnikami czy budowlańcami, to nie da się utrzymać dłoni w czystości! Wiem jak jest i znam mężczyznę, który jest mechanikiem, ale ręce ma zawsze nieskazitelne i piękne.

22:17, rebeliar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 lutego 2013

Ewy Drzyzgi nie oglądam, ale czasem może byłoby warto. Chociażby dla takich kwiatków jak ten, o którym mówił obrazek, który dziś widziałam. A był to odcinek, w którym Ewa rozmawiała z osobami zachowującymi dziewictwo do ślubu. I tak na przykład jakiś chłopak nie pozwala swojej dziewczynie chodzić w sukience z dekoltem, bo go to podnieca, jakaś dziewczyna nie chodzi na basen ani na plażę, bo nie znalazła stroju kąpielowego, który dostatecznie by ją zakrywał. Inny chłopak natomiast chodzi się wyspowiadać, kiedy ma nieczyste myśli na temat swojej dziewczyny.

 

Nie wiem jak to jest z prawdziwością tego, co Ewa w programach przedstawia, ale wiem, że takie osoby istnieją.

Ostatnio rozmawiałam z koleżanką. Wiedziałam, że jest bardzo religijna, ale wiedziałam też, że ma bardzo przystojnego i kochanego chłopaka, z którym jest już długo. Jakoś tak, jak to zazwyczaj w moim towarzystwie, zeszło na tematy seksu. A ona, że ona się nie wstydzi tego powiedzieć, że ze swoim chłopakiem nie uprawia seksu. Zdziwiło mnie to, owszem, ale nie tak bardzo jak jej kolejne zdanie.

"Przynajmniej wiem, że nie jest ze mną dla seksu".

Noooo to się wkurzyłam. Jak wróciłam do domu to podziękowałam mojemu chłopakowi za to, że jest ze mną tylko dla seksu.

I tak sobie myślę - kto tu ma bzika na punkcie seksu?

Dla kogo on jest najważniejszy?

No to z innej beczki. Rzuciłam palenie półtora miesiąca temu. Nie zrobiłam noworocznego postanowienia, po prostu, po wypaleniu wszystkich fajek, które miałam nie kupiłam kolejnej paczki. Nie planowałam tego wcześniej, nie miałam twardego postanowienia, nie miałam też jakichś ogromnych nadziei na faktycznie niepalenie dłuższe niż 3 dni. A tu proszę, już półtora miesiąca bez papierosa. Inaczej było przy każdej poprzedniej próbie. Przez ponad 4 lata palenia kilka razy podejmowałam wyzwanie i nigdy nie wytrzymałam dłużej niż 3 tygodnie. Dlaczego? Ano dlatego, że robiłam sobie twarde postanowienia, mówiłam sobie, że będę silna, że dam radę bez fajki. W efekcie tak mocno skupiałam się na tym, żeby nie palić, że myślałam wyłącznie o papierosach! W końcu ile można o tym myśleć... Zawsze się łamałam.

No i właśnie tak też myślę o seksie. Jeśli tak mocno skupiamy się na nieuprawianiu go przed ślubem, to w końcu tylko o tym myślimy.

A to w końcu dla Ciebie, Drogi Katoliku kroczący drogą czystości staje się on tak ważny, że zajmuje największy obszar Twoich myśli. I to nie jest naturalne - natura, Bóg, w którego sama również wierzę, nas tak stworzyli.

23:22, rebeliar , 1+1
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 listopada 2012

Jak zwykle. Już niby wszystko gotowe, ale przypominam sobie, że miałam jeszcze pomalować paznokcie. No to pomalowałam, bo bardzo to lubię, a rzadko mogę, bo w pracy nie wolno. No to siedzę i czekam aż wyschną. Tak naprawdę powinnam wychodzić, a przynajmniej ubierać się do wyjścia za 4 minuty, ale co tam.

Jadę dziś do Lublina. Z moimi kochanymi paniami doktor z uczelni. I koleżanką. Jedziemy na wykład pewnego słynnego pana i mamy nadzieję, że będzie ciekawy. Poza tym nigdy jeszcze nie byłam w Lublinie. Poza tym będę spała u mojej dobrej koleżanki z lat młodzieńczych, z którą nie widziałam się kilka miesięcy. I wiecie co? Kupię kadarkę w biedronce, czyli symbol naszej wcześniejszej młodości.

Jestem zakręcona, zaganiana i zakochana. Nie potrzebuję więcej.

Tagi: nastroje
09:56, rebeliar , Sama ja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 listopada 2012

Ojj, chyba jestem jednak stuprocentową kobietą.

Wstałam dość wcześnie jak na dzień, w którym do pracy wybieram się na 12, bo przed 8. A pobudka była baaardzo przyjemna... ;)

Kiedy mój Kochany już sobie poszedł zjadłam śniadanie i zamiast położyć się z książką na kanapie, stwierdziłam, że może wypadałoby zrobić pranie. Zauważyłam, że na podłodze jest sporo kurzu i takich tam, więc pomyślałam, że pozamiatam. No ale sam pokój? Nie no, dobra, całe mieszkanie. Hmm... ale samo zamiatanie to psu na budę, najlepiej od razu umyć podłogę. Kurczę, ale w tej łazience się nabrudziło!  I szafki w kuchni jakieś takie pochlapane...

Prawda jest taka, że jednak lubię sprzątać. Tylko muszę mieć odpowiednie nastawienie. Ale jak już zacznę to trudno mi przestać. Cóż, porządkowanie mieszkania daje wrażenie, że same jesteśmy bardziej ogarnięte i poprawia humor.

sobota, 03 listopada 2012

Nie ma Go. Odszedł. Tak strasznie mi przykro.

 

ku pamięci...

 

Znaliśmy się krótko. Spędziliśmy razem dwa tygodnie, podczas których mój stosunek do niego zmienił się o 180 stopni. Na początku był dla mnie strasznie wkurzający, trzymałam się na dystans. Ale z czasem stopniowo go zmniejszałam. Bo okazało się, że pod tą nadętą i przemądrzałą powierzchownością kryje się niesamowicie mądry, ciepły i interesujący człowiek. Nagle jakoś miło zaczęło się spędzać czas na dyskusjach, na piciu piwa, paleniu papierosów i przesiadywaniu nocą na schodkach. Okazało się, że mamy tyle wspólnych tematów do obgadania! Pomimo zdecydowanej różnicy, już nawet nie wiekowej, a pokoleniowej, zaczęliśmy się naprawdę lubić. Nagle jakoś smutno zaczęło się robić na myśl, że niedługo będziemy musieli się rozstać i rozjechać w swoją stronę. Był moim nauczycielem, doradcą, prowadził za rękę i pokazał bardzo wiele.

A dziś w nocy odszedł. Nagle, nie wiadomo dlaczego.

I kolejny raz żałuję, że mieliśmy tak mało czasu.

 

Panie Wojtku, niech Pan pamięta o swoich młodych żółtodziobach i wspomoże ich czasem natchnieniem i intuicją.

Tagi: nastroje
17:10, rebeliar , Sama ja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 listopada 2012

Mam 21 lat. Jestem szczęśliwa. Mówię to z pełną odpowiedzialnością za te słowa, bo wiem, że w tym kraju nie wypada mówić, że jest się szczęśliwym. Mówię to mimo zakorzenionej gdzieś z tyłu głowy obawy, że kuszę los, że swoje szczęście powinnam schować głęboko w sercu, aby nikt i nic nie dowiedziało się o jego istnieniu, bo a nuż ten ktoś lub to coś zechce mi to odebrać i z triumfalnym uśmiechem stwierdzić „haha! Dobrze ci tak!”.

Co w takim razie sprawia, że jestem tak pewna swojego szczęścia, co do którego istnienia wielu ludzi miałoby pewnie spore wątpliwości?

Jestem spokojna. Właśnie wracam do domu rodzinnego. Za oknem śnieg, kierowcy pomstujący na nieodśnieżone drogi i ja – we względnie ciepłym autobusie powoli telepię się po polskich drogach, przez korki, zwężenia i roboty drogowe. Chciałabym już być na miejscu, ale co tam! Nie wynaleziono jeszcze sposobu na teleportację.

W domu czekają na mnie rodzice. Jestem już dorosła, studiuję, pracuję i mam narzeczonego, ale powrót do domu – do mojej najbliższej rodziny – zawsze napawa mnie jakimś dziwnym ciepłem i wzruszeniem. Przypominam sobie, że jako dziecko rodzice zabrali kiedyś mnie i moje siostry do ZOO i lunaparku. Innym razem pojechaliśmy na wycieczkę do ruin starego zamku, a kiedy indziej do Krakowa. Widzę kadry z filmu o moim dzieciństwie – tatę wracającego z dwutygodniowej delegacji, mamę podsuwającą smakołyki przygotowane na mój powrót z kolonii, tatę przygotowującego dla mnie nowe łóżeczko w pokoju, bo ze starego wyrosłam i nadszedł czas, żebym oddała je młodszej siostrze. Te obrazki wywołują u mnie nagłe zwilżenie oczu, bo okazuje się, że miałam cudowne dzieciństwo, że moi rodzice zrobili dla nas bardzo wiele i to w taki sposób, że nie poprzewracało nam się w głowach od tego nadmiaru szczęścia.

Mam wspaniałą rodzinę. I nie omieszkam się tym szczęściem chwalić. Jak już dojadę do domu to pewnie pokłócę się z młodszą siostrą, ale wieczorem może pójdę do jej pokoju i będzie mi opowiadać o swoich koleżankach, kolegach i tak typowych dla siedemnastolatki miłosnych wzlotach. A ja jej o swoich, bo przecież nie tak znowu dawno sama przeżywałam to, co ona. Może odwiedzi nas starsza siostra, która ma już własną rodzinę, na której męża często się złoszczę, z której dziećmi odkrywam, że mam instynkt macierzyński, a z którą samą rozmawiam teraz częściej i bliżej niż kiedy mieszkałyśmy razem. Mama z pewnością przygotuje mi coś pysznego do jedzenia, a tata – choć, jak to ojciec, często po prostu po męsku szorstki i twardy – ucieszy się, że już jestem, ucałuje i zapyta co u mnie.

Po tych wszystkich zwyczajnych rzeczach wrócę do narzeczonego. Ucałuje mnie na powitanie, przygotuje herbatę i zapyta jak było w domu. Powiem mu, że fajnie, jak to w domu, ale strasznie się stęskniłam. A on przytuli i powie, że przecież to były tylko 3 dni. I zacznie opowiadać o wykładach, ćwiczeniach, badaniach, planach na najbliższy tydzień i tym, czego to ostatnio się dowiedział i nauczył. Później zaczniemy dyskusję na temat polskiej i światowej polityki energetycznej, bankowości, finansów, giełdy papierów wartościowych, etyki dziennikarskiej. Może włączymy jakiś program kulinarny, zgłodniejemy, ugotujemy coś, zaplanujemy zakupy i co ugotujemy w ciągu najbliższego tygodnia. Nie pójdziemy na randkę do restauracji, bo szkoda pieniędzy, nie pójdziemy do kina – bo mnie filmy nie kręcą, nie pójdziemy na spacer – chyba że na zakupy, bo on nie bardzo może forsować operowane niedawno kolano, nie pójdziemy na super imprezę, bo nie będzie nam się chciało.

Będzie tak bardzo zwyczajnie.

Takie jest moje życie. Taka jestem szczęśliwa.



sobota, 20 października 2012

... i znów jestem najszczęśliwsza na świecie. Mówiłam już, że to moja ulubiona pora roku? Prawdopodobnie ze względu na kolory, które kocham, czyli intensywne czerwienie, pomarańcze. Być może ze względu na lekko melancholijno-sentymentalny charakter tej pory roku. A najpewniej dlatego, że jesień przynosi zawsze coś nowego.

W tym roku przyniosła spokój, bezpieczeństwo i bezbrzeżne zakochanie.

wtorek, 09 października 2012

Troszkę się kłócimy, jak zwykle o pierdoły. O to, że chce oddać koledze zdjęcia do prostej obróbki, zamiast dać je mnie. Wkurzam się o sama-nie-wiem-co, bo jestem choleryczką, trochę przepracowaną i przemęczoną choleryczką, więc byle bzdura potrafi wytrącić mnie z równowagi.

Ale jest dobrze jest dobrze jest...

Przerwałam czytanie artykułów kulinarnych, bo chce powiedzieć wszystkim jak bardzo się cieszę, jak bardzo szczęśliwa jestem. Bo siedzę sobie z komputerem na kolanach przykrytych kocem, piję kawę z kubka z owcą, zajmuję się sobą i tym, co lubię, a on tu ciągle jest i nie boję się o to, że w końcu będzie musiał już pójść do siebie. Bo on jest u siebie. I ja też.

I czując cię obok opowiem o wszystkim...

 
1 , 2